Dokładnie 20 lat temu ks. Jan Twardowski wymknął się naszym oczom. O śmierci zawsze mówił jak o momencie przejścia, zdjęciu jednej koszuli, żeby założyć następną. Bez niej życie byłoby banałem. Przyszła po niego punktualnie, choć jak zawsze nie w porę. Jednak pamiętając, że „śmierć miłość od śmierci ocala” czuję dziś przede wszystkim wdzięczność za życie mojego najukochańszego księdza, którego wiersze czytam praktycznie całe życie.
„Babunia” Ivany Gibovej to książka-zmyłka, która wali kapciem z biedronką prosto między oczy. Domowym obuwiem odmierza się upływający czas od jednego końca dzieciństwa do kolejnego, bo wbrew pozorom słowacka pisarka nie snuje opowieści o rodzinnym cieple, ale o domu, który niszczy, zamiast dawać oparcie.
W 2025 r. wróciłam do pisania ręcznego i mówiąc szczerze niewiele rzeczy sprawiało mi tyle radości co ta prosta czynność. Odkurzyłam mój notatnik z cytatami z książek i większość z tego, co chciałabym zapamiętać przepisałam do mojego skórzanego brulionu. Miniony rok zdominowały w zasadzie cztery książki, to w nich zaznaczałam najwięcej fragmentów i to one najbardziej mnie poruszyły, dlatego i tutaj postanowiłam się skupić tylko na tych tytułach, bo kto mi zabroni. :)
Kolejny rok minął mi na czytaniu książek. W 2025 r. znów byłam w formie i chętnie sięgałam po różne gatunki literackie, wspomagałam się audiobookami, które zajęły miejsce ebooków, po zakończeniu abonamentu na jednej z platform. Okazało się, że słuchanie książek sprawia mi nie mniejszą frajdę niż ich czytanie, a głos lektora potrafi podbić wrażenia z lektury o kilka oczek. Równie regularnie korzystałam z zasobów miejskiej biblioteki, sięgałam po zaplanowane tytuły, a czasem przynosiłam do domu coś zupełnie przypadkowego. Finalnie udało mi się przeczytać 114 rożnych książek, co spełnia moje ambicje, gdyż moja osobista poprzeczka jest ustawiona na wysokości 100 tytułów rocznie.
Przeczytałam w tym roku około dwudziestu książek o tematyce religijnej. Większość z nich była bardzo dobra (chyba tylko jedna zupełnie mi się nie podobała), a kilka naprawdę znakomitych, o których będę pamiętać do końca życia i wracać do nich w poszukiwaniu wzmocnienia i pocieszenia. Jedną z takich publikacji jest „Czy Bogu na pewno nic się nie wymyka?” Katarzyny Olubińskiej i ojca Krzysztofa Pałys OP.
Podtytuł tomu „Norymberga” Jacka El-Haia „Naziści oczami psychiatry” jest mylący, bo wyniki pracy psychiatry zostały potraktowane po łebkach. Jak i sam proces rozgrywający się na oczach świata. Co nie zmienia faktu, że reportaż El-Haia to ciekawe zestawienie postaci Hermana Göringa i Douglasa M. Kellya, którym autor, świadomie lub nie, pokazuje, że każdy jest zdolny do strasznych rzeczy, jeśli stworzy sobie lub zostaną mu stworzone odpowiednie warunki.
„Rok z ks. Kaczkowskim” to jeden z wielu codzienników, które regularnie ukazują się na naszym rynku wydawniczym. Teoretycznie jest to książka przeznaczona do czytania każdego dnia po małym fragmencie, jednak pochłonełam ją od razu, w całości, bo zwyczajnie nie mogłam się oderwać.
Planuję w tym roku przeczytać jeszcze kilka książek, ale powoli patrzę też na te, którym poświęciłam czas i próbuje wybrać najlepsze. Na pewno jedną z nich jest publikacja „Polki na Montparnassie” Sylwii Zientek.
Z nową biografią Fryderyka Chopina jest trochę tak, jak z każdą kolejną książką o The Beatles – niby fajnie, tylko po co? Przecież wiadomo już wszystko, niczego nowego się nie dowiemy. A jednak, tak jak onegdaj zachwycił mnie tom „Raz, dwa, trzy, cztery. Beatlesi i ich czas” Craiga Browna, tak teraz przepadłam czytając biografię Chopina pióra Alana Walkera.
Cześć! Nazywam się Marta Kowal i uwielbiam gadać o literaturze. Ex libris Marty to mój pamiętnik z przeczytanych lektur i towarzyszących im emocji. Rozgość się, usiądź wygodnie, a ja oprowadzę Cię po moim książkowym świecie. W sprawach wszelakich pisz śmiało na adres: martakowalik16@gmail.com