Jest bardzo, bardzo cicho, czyli Ucichło Marii Karpińskiej

Maria Karpińska

W swojej najnowszej powieści „Ucichło” Maria Karpińska opowiada o utraconej męskiej przyjaźni. To historia napisana z kobiecą delikatnością, a jednak w 100% wiarygodna, czuła i tkliwa, ale nie sentymentalna. Obciążona smutkiem, która kładzie się cieniem na życiu głównego bohatera i odbiera mu sen.


Kolejne spotkania na sesjach terapeutycznych dają mężczyźnie szansę na powrót do przeszłości, beztroskich lat dzieciństwa, młodzieńczych przygód przeżywanych razem z Jankiem, najlepszym przyjacielem, który był dla bohatera osobistym punktem odniesienia. Gdzieś pomiędzy narrator dzieli się swoimi przemyśleniami, wspomina o siostrze i łączącej rodzeństwo bliskości, która z czasem zaczęła się rozmywać i miała decydujący wpływ na późniejszą relację z kumplem. Ale też leżąc na kozetce bohater kreuje siebie, opowiada siebie, manipuluje historią w taki sposób, żeby wypadła jak najlepiej.

„Ucichło” to powieść niespieszna, kameralna i intymna. Pisana jakby szeptem, choć przecież po stracie wszystko w się w człowieku rozdziera i wyje. Dlatego to wyciszenie i pozorny spokój są tak dojmujące. Czy to już moment pogodzenia? Edward Stachura przysięgał, że „płynie czas i zabija rany!” A jeśli wcale nie? Przecież są ludzie, których nie da się nikim i niczym zastąpić, a ich nieobecność boli już na zawsze. A tobie pozostaje trwanie. Wstawienie z łózka, wykonywanie mechanicznych czynności, opieka nad dziećmi, którym trzeba zapewnić choć odrobinę normalności.

Bohater Karpińskiej staje się towarzyszem w umieraniu, jest obok przyjaciela, który broni się ze wszystkich sił. Jednak bunt i zaklinanie rzeczywistości to za mało, żeby powstrzymać nieuchronny los (tak jak w „Grochowie” Stasiuka, tylko jednak gorzej, bo poziomu „Grochowa” nie sposób przeskoczyć). I to wszystko szalenie mi się podoba, ale tylko w wersji literackiej, bo na poziomie emocjonalnym zupełnie nie udało mi się poczuć relacji łączącej bohaterów. Jakby wszystkie postacie były za szybą, niby blisko, ale oddzielone niewidzialną powłoką, która blokuje przepływ uczuć. Dlatego choć bardzo lubię smutne książki, a te o umieraniu najbardziej, to jednak nie udało mi się zaangażować w tą historię tak jakbym chciała. Literacko jest pięknie, emocjonalnie tak sobie. Mimo wszystko polecam na nadchodzące długie wieczory. To bardzo listopadowa proza.

♥ ♥ ♥
Maria Karpińska, Ucichło, wyd. W.A.B., Warszawa 2022.

Komentarze