Podwodna apokalipsa - „Głębia”, Rick Remender, Greg Tocchini

„Low” to seria, która, jak podejrzewam, wciąga fabularnie i oszałamia wizualnie. Tyle, że na mnie jej urok zupełnie nie działa i szczerze powiedziawszy nie potrafię zrozumieć dlaczego.


Seria „Głębia” Ricka Remendera ma w sobie wszystko to, co lubię. Oryginalny scenariusz, zaskakujące miejsce akcji (dla mnie podwodny świat to wciąż nowość, która pachnie świeżością), ciekawie skonstruowane postaci, a to wszystko podkręcone dodatkowo przez przepiękne ilustracje. I niby każdy z elementów komiksu gra, a jednak całość zupełnie do mnie nie trafia. I to nie to, że lektura mnie nudzi. Wręcz przeciwnie. Ale po przeczytaniu 4 części zupełnie nie obchodzi mnie jak to wszystko się skończy i jak potoczą się dalsze losy Stel Cain i jej rodziny.
 
Odległa przyszłość. Świat po apokalipsie, spalony przez słońce. Ludzie od tysięcy lat zamieszkują głębiny oceanów, jednak wciąż wysyłają sondy, które mają znaleźć nowy świat, nadający się do zaludnienia. Tym bardziej, że ich czas w wodzie powoli dobiega końca. W mieście Salus mieszka rodzina pełniąca funkcję ostatnich Sterników. Stel Caine jest niepoprawną optymistką, potrafiącą znaleźć dobre strony każdej sytuacji. Dzięki temu kobieta jest główną opoką swojego męża i trójki dzieci, w których cały czas podsyca ogień nadziei. Pewnego dnia podczas patrolowania okolicy ona, jej mąż i dwie córki zostają napadnięci przez piratów, którzy porywają dziewczynki. Stel i Johl walczą o przeżycie, ale tylko kobiecie udaje się wyjść zwycięsko z tej walki. Dziesięć lat później bohaterka nadal pogrążona jest w żałobie, znany jej świat chyli się ku upadkowi i wszystko wskazuje na to, że zagłada ludzkości jest już przesądzona. Ale oto niespodziewanie wraca jedna z sond, która daje nadzieję na lepsze jutro. W serce Stel Cain znów wstępuje optymizm, dlatego kobieta podejmuje się samobójczej misji, żeby ocalić świat.
 
Wokół straceńczej misji pani Cain kręci się cała fabuła komiksu. Bohaterka wpada w rożne tarapaty, mierzy się z sekretami swojej rodziny i przyjaciół, odnajduje córki, żeby znów stracić z nimi kontakt, walczy, szamocze się i powoli traci tę swoją żelazną nadzieję, a przez to zyskuje bardziej ludzkie oblicze. Kiedy akcja gmatwa się na tyle, że na scenie pojawiają się dzieci Stel, a walka o ostateczne przetrwanie ludzkości przyspiesza, fabuła jest już tak skomplikowana, że momentami trudno nadążyć za myślą scenarzysty. A przynajmniej ja miałabym problem, żeby tak w skrócie powiedzieć kto, z kim i dlaczego. I chyba właśnie ten chaos i nadmiar wrażeń przesądziły o tym, że cztery tomy „Głębi” to dla mnie jednak za dużo. Nie wiem kiedy będzie koniec serii, ale nawet nie jestem go ciekawa. 

Moje kręcenie nosem wcale nie oznacza, że jest to seria niewarta uwagi. Jeśli lubicie naszpikowane akcją opowieści, będziecie zadowoleni, bo u Remendera przez cały czas coś się dzieje, scenarzysta nawet na moment nie pozwala odpocząć swoim bohaterom i co rusz ściąga na nich nowe kłopoty. Spośród opublikowanych dotychczas czterech tomów to „dwójka” była najspokojniejsza i najmniej chaotyczna, a przez to podobała mi się najbardziej. W „Zanim spali nas świt” autor mocno przyhamował z akcją i w przejmujący sposób pokazał nam świat utalentowanej malarki, która musi ukrywać się ze swoją sztuką, bo piękno i przejawy samodzielnego myślenia są bezwzględnie niszczone przez władzę. Co ciekawe główną prześladowczynią jest młoda Minister będąca kochanką artystki. Kruchy związek dwóch kobiet i miłość, którą muszą ukrywać, w zdarzeniu z rzeczywistością, w której przyszło im żyć, robią piorunujące wrażenie. A kiedy do akcji wkraczają źli ludzie, czytelnik patrzy na rozgrywające się sceny ze złamanym sercem. Co za emocje! Dlatego tak mi żal, że Remender postawił fabularny dynamizm ponad uczuciami i odsunął na bok sceny, które chwytałyby za gardło. 
 
Oniryczne ilustracje Grega Tocchiniego są artystyczne i olśniewająco piękne w swojej nierealności. Można gapić się na nie godzinami i dotykać pałacami plansz z nadzieją, że uda się poczuć pod palcami świat wykreowany przez rysownika. Jego rozedrgana kreska, w połączeniu z głębią kolorów sprawia niesamowite wrażenie. Ilustracje są fenomenalne, ale za nic nie pasują mi do scenariusza Remendera. W sensie są dużo lepsze, a dymki ze słowami ograniczają ich odbiór. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdyby „Głębia” była komiksem niemym, to zrobiłaby na mnie o wiele większe wrażenie.

Borykający się z depresją Rick Remender stworzył „Low” ku pokrzepieniu własnego serca. Tchnął w Stel całą nadzieję, na jaką było go stać, żeby udowodnić sobie i innym, że zawsze warto stawiać na jasną stronę życia i nigdy nie można się poddawać. Podziwiam taki rodzaj autoterapii, scenarzyście życzę wszystkiego co najlepsze, ale cytując Tuwima „Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany, już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy”, dlatego moja podwodna przygoda właśnie dobiegła końca. Pora się wynurzyć.

♥ ♥ ♥
Rick Remender, il. Greg Tocchini, Głębia #01: Ułuda nadziei (tyt. oryg. Low, Vol 1: The Delirium Of Hope TP), Głębia #02: Zanim spali nas świt (tyt. oryg. Low Volume 2: Before the Dawn Burns Us), Głębia #03: Wybrzeże gasnącego światła (tyt. oryg. Low Volume 3: ), Głębia #04: Zewnętrzne aspekty wewnętrznych postaw (tyt. oryg. Low Volume 4), tłum. Bartosz Czartoryski, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2017-2018.
 

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram