Nadrabiam gwiezdnowojenne zaległości, czyli dwa ostatnie numery Star Wars Komiks z 2018 r.

Zanim zdążyłam się ogarnąć na moim regale wylądowały dwa ostatnie zeszyty Star Wars Komiks wydane w 2018 r. I jak nie przepadałam za Poe Dameronem, tak po lekturze „Wojennych historii” nadal będę go unikać, ale za to „Zemsta droida” sprawiła, że znów zamarzyłam o własnym robociku.


W piątym numerze Star Wars Komiks znajdziemy tylko jedną opowieść „ Legenda utracona”. Dameron występował na łamach serii w numerze 3/18 w krótkim epizodzie „Wśród sztormu” razem ze swoją przyjaciółką Suralindą Javos, która próbowała wykorzystać znajomość z pilotem do własnych celów. Jednak splot rożnych okoliczności sprawił, że dziewczyna dołączyła do Ruchu Oporu. Poe i Suralinda wracają w tym numerze, żeby trochę namieszać w galaktyce.

Akcja „Legendy utraconej” rozgrywa się na chwilę przed wydarzeniami znanymi fanom „Gwiezdnych wojen” z filmu „Przebudzenie mocy”. Eskadra Czarnych przezywa ciężkie chwile po stracie jednego ze swoich pilotów, ale Generał Leia Organa ma już kolejną misję dla oddziału Poe Dammerona. Otóż Eskadra Czarnych ma przejąć i bezpiecznie dostarczyć ostatni, z trudem zdobyty zapas paliwa. Oczywiście sprawy nieco się komplikują, a nasi przyjaciele zostają wplątani w kolejną niebezpieczną przygodę, w trakcie której Suralinda zostanie poproszona o zdobycie pieniędzy dla Ruchu Oporu, a Najwyższy Porządek spróbuje kontrolować Agenta Terexa z pomocą wszczepionego implantu. Oj, będzie się działo. 
 
Jak zwykle w przypadku komików z uniwersum „Star Wars” czytelnik nie ma czasu się nudzić. Szybkie tempo akcji i energiczne przeskoki między różnymi scenami sprawiają, że w opowieści Charlesa Soule cały czas coś się dzieje. Odbiorca musi zachować czujność, żeby nie pogubić się w zawiłościach fabuły i nadążać za bohaterami. Graficznie całość trzyma odpowiednio wysoki poziom, ale nic w tym dziwnego, bo Angel Unzueta przyzwyczaił nas już do tego, że zna się swojej robocie. Jego prace nie są jakoś szczególnie odkrywcze, ale ogląda się je z prawdziwą przyjemnością. Ilustrator dobrze radzi sobie z kadrowaniem i perspektywą, dlatego cała opowieść płynie naturalnym rytmem i fajnie współgra z dynamicznym scenariuszem.

Krótko mówiąc dobry komiks, który usatysfakcjonuje fanów serii.
♥ ♥ ♥
Star Wars Komiks 5/2018 Poe Dameron - Wojenne Historie, tłum. Jacek Drewnowski, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018. 


Z kolei w zeszycie nr 6/2018 zatytułowanym „Zemsta droida” znajdziemy 4 opowieści z bohaterami klasycznej trylogii w rolach głównych. Najdłuższa z nich, tytułowa „Zemsta droida” stanowi bezpośrednią kontynuację mrożących krew w żyłach wydarzeniach z „Krzyczącej Cytadeli” (do poczytania w numerze 2/18), a przy okazji jest jakby zlepkiem czterech różnych epizodów. Luke i Leia trafiają na bezludną wyspę, lecz nawet tam nie są bezpieczni. W tym samym czasie Sana i Lando Carlissian szykują kolejny przekręt, Han znowu pakuje się w kłopoty, a R2-D2 bierze sprawy w soje ręce i ratuje z rąk Imperium C-3PO. I właśnie ta ostatnia scenka, choć maksymalnie bzdurna – podobała mi się najbardziej. Może dlatego, że opowiastka o droidach jest po prostu luźna, zabawna i napisana z przymrużeniem oka. 
 
Kolejny epizod, czyli „Imperialna duma” skupia się na szturmowcu, który macha zielonym mieczem świetlnym i ma swoje ambicje. Taka sobie historia, która szybko umyka z pamięci.

Trzecia opowieść „Piasek daje i zabiera” to króciutka opowiastka z dzienników Bena Kenobiego o ludziach pustyni, a ostatni epizod „Odcięci” przenosi nas w towarzystwo Lei i Hana, którzy szukają nowej kryjówki (albo byłam już zmęczona, albo nie do końca zakumałam o co chodziło).

Jako całość numer 6/19 wypada całkiem nieźle. Poszczególne historie czyta się przyjemnie, choć na dłużej zapamiętuje się jedynie tytułową „Zemstę droida”. Pozostałe trzy epizody to raczej dodatki, które fajnie, że są, ale gdyby ich nie było, to czytelnik straciłby niewiele.

Z kolei graficznie jest różnie. Dwa ostatnie tytuły wypadają pod tym względem najlepiej, bo Andrea Sorrentino i Michael Walsh mają swój styl i charakter. Szczególnie klimatyczne ilustracje Sorrentino zasługują na uznanie. Natomiast rysunki Salvadora Larocca to jakby pokolorowane filmowe kadry. Bardzo rzeczywiste i niezbyt piękne. Niby graficznie wszystko jest dobrze, a jednak w trakcie lektury grafika trochę kłuje w oczy, a tego czemu ten sam kadr pojawia się kilka stron później już zupełnie nie rozumiem.

Mówiąc najprościej całościowo nie jest źle, chociaż osobiście wolę komiksy z samym Vaderem, albo Doktor Aphrą.
♥ ♥ ♥
Star Wars Komiks 06/2018 Zemsta droida, tłum. Jacek Drewnowski, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz