Historia feminizmu w wielkim skrócie, czyli komiks „Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo”


Jedno jest pewne – nie nazwałabym siebie feministką. Właściwie nie wiem dlaczego, ale wojujące feministki kojarzą mi się negatywnie, a przecież teoretycznie upominają się o moje prawa i walczą o to, żeby żyło nam się lepiej. Z tego powodu komiks „Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo” rozbudził moje nadzieje na to, że w końcu uda mi się zrozumieć wojujące dziewczyny i poczuć z nimi nić solidarności. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle.


Sam tytuł „Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo” wystarczy, żeby streścić o co chodzi w komiksie Marty Breen i Jenny Jordhal. Co prawda nie znajdziemy tu żadnej konkretnej fabuły, a raczej szybki przegląd najważniejszych postaci, które przyczyniły się do rozkwitu ruchu kobiet i miały największy wpływ na historię feminizmu. Przez fragmenty biografii konkretnych pań możemy obserwować jak zmieniał się świat pod naciskiem buntowniczek i jakie konsekwencje dziewczyny ponosiły za swoją odwagę. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie pesymistyczny wydźwięk komiksu. Serio! Zerknijcie na ilustracje Jenny Jordahl, a zobaczycie przede wszystkim smutne panie, które snują się z gniewnym wyrazem twarzy. Fakt, że temat jest poważny i nie ma tu nic śmiesznego, ale po lekturze feminizm zyskał dla mnie przede wszystkim kapryśny i gderliwy wyraz twarzy.
Gdyby Marta Breen zdecydowała się opowiedzieć o feminizmie przez jakąś konkretną historię całość wypadłaby zdecydowanie lepiej i miałaby większą siłę rażenia. A tak tytułowa wolność, równość i siostrzeństwo gdzieś się rozmywają i zamiast zajmującej lektury dostajemy coś w rodzaju leksykonu z najważniejszymi nazwiskami, które umykają z pamięci na chwilę po zamknięciu ostatniej strony. Krótko mówiąc za mało miejsca, za dużo materiału i osobistych przekonań pisarki. Szczególnie widać to pod koniec komiksu. Kilka migawek dotyczących walki o prawo do aborcji spłycają ten delikatny i drażliwy temat (a już straszenie wieszakami wyjątkowo mnie odpycha, ale też moje przekonania są odmienne od tych, które prezentują autorki).

„Walka kobiet” nie jest złym komisem, choć po moim zrzędzeniu można odnieść takie wrażenie. Narzekam i marudzę, bo spodziewałam się bardziej pasjonującej lektury, która w fajny sposób potrafiłaby opowiedzieć o babskiej solidarności i przypomnieć jak ważne jest, żebyśmy umiały się wzajemnie szanować. Okazywać sobie sympatię i życzliwość, doceniać sukcesy innych dziewczyn, wspierać w trudnych chwilach, pomagać w miarę możliwości, a nie tylko obrabiać dupę za plecami nieobecnej koleżanki. Dostała za to krótki przewodnik po historii feminizmu z wymieniem buntowniczek, które miały odwagę głośno mówić o tym, że kobieta to też człowiek. Lektura zmusza do myślenia i skonfrontowania własnych przekonań z przekazem płynącym z lektury. Wielkich przewrotów nie oczekujcie, ale przeczytać można.

♥ ♥ ♥
Marta Breen, Jenny Jordahl, Walka kobiet. 150 lat bitwy o wolność, równość i siostrzeństwo (tyt. oryg. Fearless Females: The Fight for Freedom, Equality, and Sisterhood), tłum. Katarzyna Wiśniewska, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz