Ofiary w sutannach, czyli reportaż niepotrzebny

„No i nie podobasz mi się”, pozwolę sobie zacytować pana Frycza, bo taka była moja pierwsza myśl po przeczytaniu „Ofiar w sutannach” autorstwa Moniki Całkiewicz i Małgorzaty Błaszczak. Dlaczego? Ponieważ to książka, teoretycznie obiektywna, a jednak napisana z konkretną tezą, którą widać od samego początku.

To samo wrażenie towarzyszyło mi podczas lektury reportażu Marcina Kąckiego o Oświęcimiu. Kącki na „dzień dobry” zaserwował czytelnikom obrazek z miasta, w którym ktoś obcy dostaje wpier.ol i czego by już później nie napisał, to nieprzyjemne skojarzenie zostaje i wlecze się za odbiorcą do samego końca. Tu jest podobnie, bo autorki, oczywiście zupełnie bezstronne (zapewniają, że: „Nie oceniamy, nie wydajemy wyroków”), rozpoczynają od wywiadu z prof. Tadeuszem Bartosiem, filozofem, teologiem, byłym dominikaninem, który na temat współczesnego Kościoła nie ma nic dobrego do powiedzenia. To nie oznacza, że mówi nieprawdę, po prostu punktuje wszystko co jest w Kościele do poprawki, a tym samym wzburza czytelnika, który rozpoczynając lekturę jest już negatywnie nastawiony do tematu. Gdyby ten sam wywiad ukazał się na końcu publikacji, to miałby szansę być swego rodzaju podsumowaniem, jakąś kropką, mocnym brzmieniem tego, co wynika z całej książki. A tak czytelnik od początku zostaje w pewnym stopniu ukierunkowany. Bardzo nie lubię w literaturze faktu takiego narzucania emocji, bo mam poczucie, że zostaje mi odebrane prawo do własnych przemyśleń.

„Sprawy, z którymi się zapoznałyśmy, przygotowując tę książkę, są różnorodne. Część z nich z nich to pospolite napady rabunkowe (…). Wszystkie pozostałe przypadki nie są łatwe i stanowią duże wyzwanie percepcyjne”. Spraw jest ledwie pięć. Wspomniana „część z nich” to całe dwie sprawy, a „wszystkie pozostałe” to aż trzy przypadki. Trochę mało, żeby miał to być jakiś przekrój przestępstw z udziałem księży. Każda z opisanych spraw składa się z trzech części – zbeletryzowanej opowieści o zbrodni autorstwa Małgorzaty Błaszczuk, wywiadu lub wywiadów z osobami w jakiś sposób powiązanymi z tematem (odpowiadają za to obie panie) oraz komentarz prawny Moniki Całkiewicz. Żeby nie było, że tylko się czepiam, to zacznę od tego co mi się podobało. Rozpoczynające sprawę opowiadania kryminalne pani Błaszczuk są bardzo dobre. Czyta się je świetnie, autorka stopniuje napięcie i powoli ujawnia kolejne fakty. Aż mi żal, że cała książka nie jest antologia takich właśnie historii opartych na faktach, bez żadnych więcej dodatków. Na szczególną uwagę zasługuje również wywiad z Tomaszem Sekielskim – to zdecydowanie najmocniejszy punkt tej publikacji. Ciekawe, dobrze dobrane pytania i poruszające odpowiedzi pana Sekielskiego nie pozostawią nikogo obojętnym. Za to wielki szacun. Natomiast końcowe omówienia spraw pod względem prawnym, to dla mnie już typowa zapchajdziura, żeby „dorobić” objętość książki. Pani Całkiewicz przybliża laikom zawiłości prawa karnego w Polsce, zderzając je przy okazji z meandrami prawa kanonicznego. Dla kogoś zainteresowanego tematem te fragmenty mogą być szalenie interesujące, ale mnie niestety nuda jakich mało.

Co wynika z książki „Ofiary w sutannach”? Nic odkrywczego, o czym byśmy nie wiedzieli. Szczerze mówiąc nie wiem po co ta książka powstała. I nie chodzi o to, że jako osoba wierząca chciałabym tych księży obronić czy usprawiedliwić. Nie, nie chciałabym. Każdy człowiek powinien zostać osądzony zgodnie z prawem, bez względu na to, czym zajmuje się w życiu. Tym bardziej ksiądz, od którego tak naprawdę wymaga się więcej. A jednak księża wciąż są uprzywilejowaną grupą społeczną, a Kościół nie potrafi się rozliczyć się ze swoich problemów. Jest minimalny postęp, ale szczególnie wokół nadużyć seksualnych dzieje się za mało. Wszyscy to wiemy. Problem z tą książką mam taki, że publikacja nie wnosi niczego nowego w rozmowie na temat kondycji współczesnego Kościoła. Stwierdzenie z czwartek strony okładki: „Wstrząsające i niezwykle wnikliwe reporterskie śledztwo” to zwykły chwyt marketingowy. Autorki nie prowadzą śledztwa i nie próbują dociec jak doszło do konkretnych zbrodni, bo w aktach wszystko jest jasne. Więc wciąż nie znajduję odpowiedzi na pytanie „po co?” Chyba tylko po to, że taka moda, ludzie lubią historie true crime, a kolejne sensacje związane z Kościołem dobrze się klikają. Dla mnie niestety meh, bo jak już wspominałam, nie lubię książek z przygotowaną wcześniej tezą, które nie pozostawiają miejsca na własne przemyślenia, emocje i oceny.


♥ ♥ ♥
Małgorzata Błaszczuk, Monika Całkiewicz, Ofiary w sutannach, wyd. Znak, Kraków 2022.


Komentarze