Lektura „Listy Wächtera” była dla mnie przejmującym i ekscytującym wydarzeniem. Narracja płynęła wartko, a fabuła zaskakiwała kolejnymi smaczkami. Tym samym Magdalena Ogórek ustawiła sobie wysoko poprzeczkę. Jej najnowszy „Król Olch” nie doskakuje do tego wygórowanego poziomu, ale to wciąż znakomita, wciągająca i fascynująca lektura.
Ależ mi ta książka namieszała! Idealnym podsumowaniem lektury „Listy Wächtera” mogłaby być ikonka z wybuchającym mózgiem. Czacha eksplodowała mi kilka razy. Po pierwsze treść – rewelacja, pochłaniałam ją łapczywie i z dziecięcym entuzjazmem, który towarzyszył mi w trakcie oglądania filmów o Indianie Jonesie. Natomiast każdy kolejny wybuch związany był ze stylem pani Magdaleny Ogórek, tak boleśnie słodziutkim i infantylnym, że trudno mi uwierzyć, że jakakolwiek redakcja to puściła.