RIP. Derrick - ciężko przeżyć własną śmierć, czyli nie tylko creepy rozrywka

Duszny, obrzydliwy, pozbawiony jakiejkolwiek nadziei – taki jest komiks duetu Gaet’s/Monier. Album „RIP” o wiele mówiącym podtytule „Derrick - ciężko przeżyć własną śmierć” rozpoczyna niepokojącą serię, w której z każdym tomem będziemy poznawać tą samą historię z różnych perspektyw. Po pierwszej odsłonie muszę przyznać, że jest na co czekać.


Derrick, zmęczony życiem facet w średnim wieku, od dłuższego czasu pracuje w firmie, która zajmuje się „sprzątaniem” domów po zmarłych. Cudzysłów zamierzony, bo fucha jest co najmniej podejrzana. Derrick i jego współpracownicy wchodzą do domów zmarłych ludzi, których śmierć nikogo nie obchodzi. Samotnicy, ekscentrycy, nieszczęśnicy, życiowi wykolejeńcy, kłótliwe typy, które nie utrzymują kontaktów z bliskimi. Sprzątanie polega na szabrowaniu rzeczy po zmarłych, które mają jakąkolwiek wartość, zanim sprawa się nagłości, a zwłoki zostaną oficjalnie zidentyfikowane, a zgon zarejestrowany. Dla Derrika zostają najwyżej rupiecie i jedzenie, które jeszcze nadaje się do spożycia. Zasady w firmie są jasne i nikt nie ośmiela się ich nagiąć. Do czasu, aż Derrick pod wpływem impulsu postanawia zatrzymać sobie cenną błyskotkę, z nadzieją, że dzięki niej uda mu się wyrwać z dotychczasowego życia.

Gaet’s swoim scenariuszem nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń. Kreuje brudny, przesiąknięty zapachem śmierci świat i wrzuca do niego grupę odszczepieńców, na którą czytelnik patrzy oczami Derricka. Mężczyzna sprawia wrażenie jakby chodził we śnie, obojętny na wszystko i na wszystkich, ale to nie do końca prawda. Bo Derrick jest doskonałym obserwatorem, wyłapuje szczegóły, które są ważne. Jego beznamiętny ton jest tylko fasadą, za którą chowa się człowiek, któremu w brutalnym świecie udaje się ocalić resztki skrupułów. Problem w tym, że jedna niewłaściwa decyzja pociąga za sobą łańcuch tragicznych zdarzeń. Bo o tym, że ta historia nie ma prawa dobrze się skończyć wiadomo od pierwszego kadru. Pozostaje pytanie co i kiedy zacznie się sypać. 
 

Odpowiedzialny za szatę graficzną Julien Monier poradził sobie kapitalnie. Jego ciepłe i miękkie kadry budują klimat. Może jego kresce brakuje oczekiwanej surowości, a karykaturalnym twarzom daleko do realizmu, ale przy tym rysownik nie oszczędza odbiorcy serwując mu całą paletę obrzydliwości, rozkładających się zwłok, brudu i brzydoty świata kreowanego przez scenarzystę. Jest depresyjnie, a tragedia wisi w powietrzu i to wszystko można zobaczyć nawet bez zagłębiania się w fabułę.

Pomysł, żeby tę samą historię opowiadać z perspektywy różnych postaci zapowiada się fantastycznie. O ile oczywiście w pewnym momencie nie nastąpi zmęczenie materiałem. Ale, póki co jestem zaintrygowana i czekam jakie jeszcze karty odkryje przed czytelnikami Gaet’s. Tym bardziej, że „RIP” aspiruje do czegoś więcej niż tylko creepy rozrywki, bo scenarzysta w całkiem udany sposób stawia pytania o człowieczeństwo i konsekwencje naszych życiowych wyborów.

♥ ♥ ♥
Gaet’s, il. Julien Monier, RIP. Tom 1. Derrick - ciężko przeżyć własną śmierć (tyt. oryg. RIP, Tome 1: Derrick - Je ne survivrai pas à la mort), tłum. Jakub Syty, Non Stop Comics, Katowice 2022.

Komentarze