Lato z dreszczykiem, czyli trzy powieści dla poszukiwaczy mocnych wrażeń

 Maciej Siembieda

Nie jestem fanką opowieści z dreszczykiem, ale właśnie latam smakują mi one najbardziej, dlatego sięgam chętnie po wszelkie thrillery i kryminały. Na półmetku wakacji zapraszam na szybki przegląd trzech powieści z Wydawnictwa Agora, którymi raczyłam się w lipcu.



Znasz to? Na jakimś weselu lekko już zawiany wujek Józek prosi cię do tańca, stara się jak może, wywija, podśpiewuje pod nosem. I cóż z tego, że zabawa jest niezła, kapela gra pod nogę, a sukienka miło wiruje w tańcu, kiedy za nic nie możesz się z wujkiem zgrać, więc po ostatnich taktach z ulgą wracasz do stolika. Właśnie tak miałam z „Alertem”. Przeczytałam, kryminalną rozrywkę odhaczyłam, ale też z ulgą odłożyłam książkę na półkę i nie mam zamiaru więcej zerkać w jej stronę.

A zaczęło się naprawdę dobrze, bo fabularna intryga dotyka tematu chyba najboleśniejszego z możliwych – krzywdy wyrządzanej dzieciom. Robert Pruski, lokalny dziennikarz i wydawca miejskiego serwisu, prowadzi śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego nastoletnich dziewcząt w toruńskim klubie nocnym. Jedną z zaginionych jest Pranka, córka bardzo bogatego Roma. W tym samym czasie dochodzi do kolejnego porwania – tym razem znika syn marszałek Senatu, a policja ogłasza child alert.

Mroczny, ponury klimat, wszechobecny brud i sączące się okropieństwa podkręcają nastrój powieści i obiecują historię, od której włos jeży się na głowie. Niestety chwytliwy temat nie współgra z wykonaniem. Styl Piotra Głuchowskiego zupełnie do mnie nie trafił. Lubię surową, a nawet szorstką prozę, ale tutaj zdania są za bardzo rwane, nerwowe, wulgarne, zbyt „mówione”. Zabrakło mi odrobiny literackiej ogłady, choć rozumiem, że ciężar tematu poniekąd wymusił brutalność języka i stylu. A jednak zmęczyła mnie fabuła, bohaterowie oraz forma podania tej historii. Momentami gubiłam się w zagmatwanych wątkach, nie wczułam się w nastrój, nie nawiązałam nici porozumienia z bohaterami. Prześlizgnęłam się przez „Alert” bez jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego, a przecież właśnie tego oczekuję od powieści, nawet takiej, która ma być jedynie lenią, niezobowiązującą rozrywką. Z Głuchowskim niestety miłości nie będzie.

♥ ♥ ♥
Piotr Głuchowski, Alert, wyd. Agora, Warszawa 2022.


Maciej Siembieda

„Katharsis” to najnowsza powieść uwielbianego przez czytelników Macieja Siembiedy, która zbiera same dobre recenzje. Lektura była moim pierwszym literackim spotkaniem z tym pisarzem i cóż, już mnie nie dziwi szał na książki pana Siembiedy. „Katharsis” to klasa i książkowy pewnik, kawał solidnej prozy, który wciąga i angażuje emocje. Doskonale wyważone połączenie sensacji, tajemnic i miłości po prostu musi się podobać.

Pomysł na fabułę jest niezwykle ciekawy, bo w pewnym stopniu opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Kostas Tosidos, grecki partyzant z 1949 r., musi uciekać ze swoją rodziną i zrządzeniem losu trafia do tajnego szpitala na wyspie Wolin. W Polsce zmienia też tożsamość i teoretycznie może wieść spokojne, bezpieczne życie. Jednak tuż za rogiem czeka na niego przeszłość, greckie fatum wiszące nad głową, prowadzące do tragedii. A to dopiero początek tej wielowątkowej, niesamowitej opowieści wojennej, gangsterskiej, politycznej i obyczajowej, która stanowi zaskakujący miks gatunków. Całość łączy się w pasjonującą opowieść o dobru i złu, zwykłych ludziach wciągniętych w wir historii oraz decyzjach, które podejmujemy w życiu z rożnych pobudek.

„Katharsis” to powieść napisana z rozmachem i reporterskim sznytem, dzięki któremu tak łatwo uwierzyć we wszystkie wydarzenia rozgrywające się na oczach czytelnika. Wyczucie smaku autora i pewność z jaką prowadzi narrację sprawiają, że tą wielowątkową sagę pochłania się z prawdziwą przyjemnością i poczuciem, że obcujemy z literaturą rozrywkową na najwyższym poziomie. Wymuskaną, dopieszczoną w każdym calu, a przede wszystkim sensowną, z mocnym zapleczem i rewelacyjnie wykreowanymi bohaterami. Minusy? Objętość. Jak dla mnie całość mogłaby być nieco bardziej skompresowana, ale ja po prostu nie przepadam za tak długimi historiami.

♥ ♥ ♥
Maciej Siembieda, Katharsis, wyd. Agora, Warszawa 2022.


„Wyspa” Adriana McKinty to moje tegoroczne odkrycie, powieść maksymalnie wciągają i zaskakująca. Z mocną, konkretną fabuła, zwrotami akcji z efektem wow i bohaterką, która jest do bólu zwyczajna, a jednak w ekstremalnej sytuacji staje na wysokości zadania i postanawia zrobić wszystko, żeby ocalić swoją rodzinę.

Heather wchodzi do rodziny Toma tylnymi drzwiami, niedługo po tragicznej śmierci jego pierwszej żony. Przystojny, opiekuńczy i dobrze sytuowany lekarz jest spełnianiem marzeń młodej i trochę naiwnej kobiety. Nudziarz? Być może, ale wygląda na to, że taka stabilizacja jest wszystkim, czego Heather potrzebuje. Niestety młoda macocha nie cieszy się sympatią nastoletnich dzieci Toma, które na każdym kroku okazują jej pogardę. Wspólne wakacje w Australii mają być okazją do wzmocnienia rodzinnych więzi. Niestety felerny wyjazd na Dutch Island – prywatną, tropikalną wyspę, szybko zamienia się w koszmar i walkę o przetrwanie.

Adrian McKinty po mistrzowsku buduje intrygę, stopniuje napięcie oraz tworzy klaustrofobiczny klimat ciągłego zagrożenia i strachu, który natychmiast udziela się czytelnikowi. Pisarz stawia po jednej stronie psychopatyczny klan O’Neillów, tworzący własne prawo i żyjący według własnych zasad, a po drugiej miłą i łagodną Heather. Ta dziewczyna z sercem na dłoni zaskakuje najbardziej, bo w chwili zagrożenia z gołębia zmienia się w lwicę, która potrafi planować i analizować, jest sprytna i zdeterminowana, żeby uratować dzieci Toma. Do tego szybkie tempo akcji oraz soczysta, żywa narracja, gwarantują rozrywkę na najwyższym poziomie. „Wyspa” to bardzo satysfakcjonująca lektura, którą pochłania się w ekspresowym tempie, siedząc jak na szpilkach i ze wszystkich sił kibicując Heather i jej rodzinie.

Minusy? Pisanie o młodzieży jak o małych dzieciach. Już to widzę, że zbuntowane nastolatki pozwoliłby się położyć ojcu do snu, żeby ten miał wolny wieczór na bzykanie się ze swoją młodą żonką. To trochę tak jakby McKinty nie widział w nich samodzielnych postaci, tylko maleństwa, które trzeba karmić i układać do snu. Wielka bzdura, która przez to infantylne podejście do dorastających ludzi minimalnie zepsuła mi odbiór całości.

♥ ♥ ♥
Adrian McKinty, Wyspa (tyt. oryg. The Island), tłum. Jan Kraśko, wyd. Agora, Warszawa 2022.

Komentarze