Miłość pies i czekolada, czyli nie ma fal, nie ma fal, nie ma fal

Małgorzata Lis

„Miłość pies i czekolada” Małgorzaty Lis, to kolejny tom z serii „Opowieści z wiary", jednak w przeciwieństwie do „Mojego syna” Magdaleny Mikutel tym razem nie ma fal.


Teoretycznie wszystko powinno się zgadzać, bo są tu elementy, które wyjątkowo lubię - bohaterka bibliotekara, czekolada milka, mały piesek, spotkanie nad morzem i miłość ludzi po 30-tce. A jednak coś tu się nie klei. Niestety najsłabszym ogniwem powieści są Beata i Rafał, a na ich relacji opiera się cała fabuła.

Ona ma 35 lat i właśnie straciła pracę. Redukcja etatów, zdarza się. Czas zajeść smutki, jednak duża czekolada niesie ukojenie tylko na chwilę, bo Beata ma sporą nadwagę i niezdrową relację z jedzeniem. Splotem różnych okoliczności, na wakacjach z rodzicami, poznaje tajemniczego wuefistę Rafała - ósmy cud świata. Między tą dwójką rozkwita miłość, ale zanim nastąpi happy end musi być jakaś drama, żebyśmy mogli przejąć się losami bohaterów. Tyle, że nasza główna para jest dziecinna, a ich dialogi są błahe i o niczym. Co ich połączyło? Właściwie trudno powiedzieć.

Beata mentalnie zatrzymała się na poziomie piętnastoletniej dziewczyny. Widać to w scenach domowych, w relacjach z rodzicami, w przemyśleniach, które ma na temat Rafała, jego sekretów, swojej nadwagi. Bibliotekarka cały czas kmini i dorabia sobie różne wersje. Jej zazdrość o jedną z osób z otoczenia Rafała jest co najmniej śmieszna, jeśli spojrzymy na to, że mamy do czynienia z dorosłą kobietą. A w scenie kulminacyjnej odstawia taką histerie, że ręce opadają. Poziom dojrzałości na minusie.

Z kolei Rafał w wieku czterdziestu lat nagle odkrywa, że kobieta nie składa się tylko ze zgrabnej dupci, sterczącego biustu i wcięcia w talii, ale też charakteru i osobowość. No szok. Fakt, że zakochuje się w grubej kobiecie jest zadziwiający nawet dla niego i kiedy w końcu dochodzi do głosu, to tłumaczy się ze swojego wyboru przed czytelniczkami. Za Rafałem wlecze się przeszłość, którą ukrywa przed wybranką. Dlaczego? Cóż, nie wiem, bo nie kumam jego logiki. Typiarz jest po prostu niedojrzały, bo nawet nastolatek, który pojawią się w pewnym momencie, wykazuje się większym rozsądkiem niż pan od wfu. Do tego biedak żali się, że poprzednie dziewczyny nie uniosły jego brzemienia i od niego uciekły. Niestety, drogi Rafale, one zwiały, bo widziały, że nie nadajesz się do poważnych związków.

To co mi się podobało, to motyw osób z niepełnosprawnością, w tym przypadku z mózgowym porażeniem dziecięcym. Asia ma charakter, pasję i odwagę, żeby upominać się o swoje. Daleko jej do cierpiętnicy, choć w swoim życiu zmaga się z bólem. Brawa za taką postać. Na plus jest także całe tło opowieści, fakt, że bohaterowie żyją zwykłym życiem, mierzą się z brakiem pieniędzy i nie są oderwani od rzeczywistości. Przez to łatwo ich sobie wyobrazić, przejąć się ich sytuacją i kibicować ich miłości.

„Miłość, pies i czekolada” to poprawny średniak, którego można przeczytać w wolnej chwili. Jestem pewna, że ta historia znajdzie swoje zwolenniczki, które odnajdą w niej bliskie sobie uczucia, a także uznają ją za piękną i poruszającą. Jestem w mniejszości, ale mnie nie zachwyciła. Dla mnie emocjonalnie i literacko powieść pozostaje daleko w tyle za czytaną niedawno książką „Mój syn” z tej samej serii.

♥ ♥ ♥
Małgorzata Lis, Miłość, pies i czekolada, wyd. Espe, Kraków 2021.

Komentarze