Boginie, czyli kapitalny thriller w greckim klimacie

Alex Michaelides sprawnie posługuje się piórem, a klimat jego powieści ma ten specyficzny grecki pierwiastek, który uwodzi. Dzięki temu od powieści nie sposób się oderwać, a trzy główne składniki - tajne stowarzyszenie, charyzmatyczny profesorek i terapeutka z nadwątloną psychiką wystarczą, żeby uznać „Boginie” za kapitalną rozrywkę.


Mariana Andros przybywa do Cambridge na wezwanie siostrzenicy Zoe. W kampusie doszło do morderstwa - zginęła przyjaciółka Zoe, dlatego Mariana spieszy z pocieszeniem. Na miejscu okazuje się, że nieboszczka należała do elitarnej grupy studentek zwanej Boginiami, skupionej wokół czarującego profesora Edwarda Foski. Mariana jest pewna, że to właśnie on zabił swoją studentkę i postanawia zrobić wszystko, żeby udowodnić jego winę.

Podobają mi się literackie odniesienia do greckiej tragedii, do mitologii, do dzieł Eurypidesa, a także pojawiające się w powieści cytaty. I cóż z tego, że ich wykorzystanie to motyw ograny w thrillerach do granic możliwości, skoro ta literacka gierka wciąż bawi i wywołuje przyjemny dreszcz emocji. Również odniesienie od „Pacjentki”, poprzedniej powieści autora, to zabieg, który zawsze cenię w literaturze. 


Ponadto doceniam wrażliwość pisarza i zastosowaną z rozmachem psychologię postaci. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się Mariana, choć na kartach powieści spotkamy przynajmniej kilku pogubionych w życiu nadwrażliwców. Jednak to pogrążona w żałobie bohaterka, która stara się jakoś pozbierać po śmierci ukochanego męża, ale wciąż nie może sobie poradzić ze stratą, gra tutaj pierwsze skrzypce. Pani terapeutka nieświadomie zamienia rozpacz w obsesję na punkcie profesora. Z dwojga złego ta druga opcja przynajmniej do czegoś prowadzi, a Mariana widzi przed sobą cel. Zagubiona, miotająca się kobieta wypada bardzo wiarygodnie. Można się irytować jej zachowaniem, złościć, że nie dostrzega tego, co ma pod nosem, ale nie zmienia to faktu, że jako bohaterka tragiczna Mariana Andros wypada bardzo przekonująco. Tak samo jak ten piękniś Edward Foska. Można wątpić w jego domniemaną winę, tak jak i w jego ewentualne alibi, ale jedno jest pewne – typ z pewnością ma coś na sumieniu.

Chyba jestem w mniejszości, ale „Boginie” podobały mi się bardziej niż rozsławiona „Pacjentka”. Dla mnie w najnowszej powieści Michaelidesa zarówno postacie, jak i fabuła są lepiej skonstruowane, a samo zakończenie zaskakuje bardziej, niż w debiucie cypryjskiego pisarza. Może chodzi o kolejność, bo najpierw przeczytałam „Boginie” i to na ich konto spadł efekt wow związany ze stylem pisania i prowadzeniem narracji przez Michaelidesa. Dlatego „Pacjentka”, choć fabularnie równie dobra, zostawiła po sobie bledsze wspomnienie. Możemy się spierać na ten temat w kameralnym gronie, ale przecież liczy się tylko to, że obie powieści zapewniają znakomitą odskocznię od udręk dnia codziennego. Serdecznie polecam.

♥ ♥ ♥
Alex Michaelides, Boginie (tyt. oryg. The Maidens), tłum. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, wyd. W.A.B., Warszawa 2021.

Komentarze