Młode, piękne i wkurzone, czyli trzeci tom „Monstressy” oraz trzecia i czwarta część „Rat Queens”

Dziewczyny się wkurzyły. A to znaczy tylko jedno – obite mordy, ciskanie gromami i bluzgami, a także świetną zabawę! Ach, mocne, silne i odważne kobiety się ceni, dlatego kolejne tomy „Monstressy” i „Rat Qeens” radują moje czytelnicze serce, choć scenariusze komiksów nie do końca spełniają pokładane w nich nadzieje. 


Atmosfera gęstnieje. Maika Półwilk udaje się do Pontusu, który jest uznany za neutralne miasto. To tam znajduje się obóz dla uchodźców, do którego coraz częściej zagląda Lisiczka. Demon śpi, dlatego dziewczyna liczy na chwilę wytchnienia, jednak nad jej głową znów zaczynają zbierać się czarne chmury, a wojna wisi w powietrzu. Wygląda na to, że tylko przymierze z Potworem może uratować skórę bohaterki.

„Monstressa” to najpiękniejszy komiks na świecie. Nic nie dorównuje oszałamiającym, kunsztownym i dopracowanym w każdym calu ilustracjom Sany Takedy. Każdy kard, każdy jego fragmencik, każda kreseczka pasują tutaj idealnie i nie pozostawiają wątpliwości, że artystka całkowicie panuje nad swoim dziełem, ma doskonałe wyczucie smaku i z radością prezentuje swój niczym nieskrępowany talent. Zarówno postaci, jak i świat przedstawiony są tak perfekcyjnie odmalowane, że można się na nie gapić godzinami. I choćby ktoś próbował mi wmówić, że opracowanie graficzne „Monstressy” ma jakieś wady, to będę bronić ilustracji Sany Takedy własną piersią.

Niestety scenariusz Marjorie M. Liu nie jest już tak wymuskany i dopracowany. Po całkiem udanej dwójce liczyłam, że scenarzystka utrzyma poziom, ale w najnowszej odsłonie przygód Maiki Półwilk znów dzieje się zbyt dużo. Czytelnik gubi się między postaciami i łączącymi ich konotacjami, a historia z demonem skręca w kierunku, który trudno zrozumieć. Dlatego w pewnym momencie zamiast zastanawiać się o co w tym wszystkim chodzi po prostu, zignorowałam chaos i jakoś dojechałam do końca. Gdyby nie postać rozkosznie słodkiej Lisiczki i wydarzenia z nią związane chyba ciężko byłoby wskazać najciekawszy punt opowieści Marjorie. I choć jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Maiki i jej malutkiej przyjaciółki, to nie wyglądam jakoś szczególnie kolejnego tomu.

♥ ♥ ♥
Marjorie M. Liu, Sana Takeda, Monstressa - 3 – Przystań, tłum. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018. 


Dziwna sprawa z tymi „Rat Queens”. Trzeci i czwarty tom ich przygód zupełnie się ze sobą nie łączą, bo po dość mrocznej trójce scenarzysta uznał, że to jednak nie ten klimat i wrócił do konturowania dwójki. Jakby tego co stało się w „Demonach” nigdy nie było. Osobiście jestem zawiedziona, bo poza heheszkami historia Szczurzych Królowych w końcu zaczynała iść w interesującym kierunku. Szukam pozytywów takiego rozwiązania, ale zdaje się, że największym plusem obu tomów są bajecznie kolorowe ilustracje Tess Fowler (w trójce) i Owena Gieni (w czwórce). W końcu dziewczyny mają przez cały czas odpowiednie proporcje ciała, wciąż są seksowne i śliczne, a kreskówkowa prostota najwyraźniej im służy. Dlatego potknięcia scenariusza łatwiej mi przetrawić patrząc na estetyczne, dynamiczne i humorystyczne kadry.

„Rat Queens. Tom trzeci: Demony” skupia się wokół postaci Hannah. Szczurzyce udają się do Uniwersytetu Magów, żeby uratować skazanego na śmierć ojca czarodziejki. Na miejscu zaczynają wychodzić dawno skrywane sekrety, bo każda z dziewczyn ma coś na sumieniu, ale to prawdziwe oblicze Hannah oraz jej historia zaskakują najbardziej. Czy przyjaźń bohaterek przetrwa brutalne zderzenie z prawdą?

Humor wojowniczek, ich luzackie podejście do życia i bicia stanowią siłę napędową fabuły. Bo w tej niepoprawnej komedii ma być lekko, śmiesznie i przyjemnie. I po części tak właśnie jest, ale kiedy tajemnice Hannah wychodzą na jaw zaczyna być mrocznie i niebezpiecznie, scenariusz nabiera ciężkości, a humor schodzi na dalszy plan. Końcówka jest świetna, dlatego po lekturze nie mogłam doczekać się kontynuacji, żeby przekonać się w jakim kierunku zmierzają Królowe. Niestety raczej się nie dowiem, bo Kurtis J. Wiebe zrobił nas wszystkich w fuja i rach-ciach unieważnił to, co wydarzyło się w „Demonach”.
Tym sposobem „Najwyższe fantazje” wracają czasowo do „Dalekosiężnych macek N’rygotha”. Do drużyny dołącza trollica Braga, a przebojowe wojowniczki ruszają na spotkanie nowej przygodzie. Po drodze spotykają chłopaków z grupy Kocich Królów, którzy ewidentnie stylizują się na nasze bohaterki. Szybko okazuje się, że autorem całego zamieszania jest brat Violet, który nonszalancko dokucza siostrze i jej przyjaciółkom. A to dopiero początek, bo kolejne kłopoty już czekają za rogiem.

Czwarty tom „Rat Queens” to wciąż te same uszczypliwe żarty, złośliwości, bezczelne żarty, podteksty, litry wypitych trunków i spektakularne bijatyki. I niby wszystko jest ok, ale smuteczek pozostaje, bo w całej tej historii nie ma ani grama refleksji. Jest tylko uciecha i zabawa, które dominują nad scenariuszem. To nie znaczy, że „Najwyższe fantazje” są złym komiksem, bo to wciąż kawał fajnej rozrywki, ale przesyt odgrzewanych żartów zaczął mnie nużyć. Niestety to wszystko już kiedyś było. Dlatego chyba podaruję sobie kolejne spotkania z Królowymi i zakończę wspólną przygodę w tym miejscu. W końcu lepiej rozstać się z honorem i zachować miłe wspomnienia, niż niepotrzebnie się męczyć. Dziewczyny, dzięki za fajną zabawę, ale ja wysiadam. Powodzenia w przyszłości :) 

♥ ♥ ♥
Kurtis J. Wiebe, Rat Queens tom 3: Demony, il. Tess Fowler, tłum. Kamil Śmiałkowski, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018.
Kurtis J. Wiebe, Rat Queens tom 4: Najwyższe fantazje, il. Owen Gieni, tłum. Patrycja Zarawska, wyd. Non Stop Comics, Katowice 2018.

Komentarze


Photobucket        

Mój Instagram