Poruszająca opowieść o samotności, czyli „Szepty z wyspy samotności” Magdaleny Knedler

książka Szepty z wyspy samotności, Magdalena Knedler

Mam słabość do literatury greckiej i jej wyjątkowej atmosfery utkanej z marzeń, smutku i szumu fal. Nie wiem jak to możliwe, ale Magdzie Knedler udało się uchwycić ducha greckiej melancholii i stworzyć opowieść, która wymyka się schematom, wciąga, hipnotyzuje i sprawia literacką przyjemność. „Szepty z wyspy samotności” od krakowskiego wydawnictwa Mando to jeden z tych tytułów, którego nie można przegapić tego lata.

Mirek jest filologiem klasycznym, pracuje na uniwersytecie, a ponieważ jest człowiekiem z pasją, jego studenci go uwielbiają. Codzienną monotonię przerywa mu Aga, dawna ukochana, która przekonuje mężczyznę do wyjazdu na Kretę. Na miejscu Mirek dostaje w swoje ręce dziennik Thimiosa Demeriou, młodego dziennikarza, który z powodu trądu od 1936 r. musiał zamieszkać na Spinalongdze – wyspie trędowatych. Thimios nie tylko dzieli się swoim życiem w nowej rzeczywistości, ale również próbuje rozwiązać zagadkę śmierci młodej, pięknej dziewczyny. Poza tym mamy jeszcze trzecią opowieść płynącą z dziennika najpierw chłopca, a później mężczyzny, Talosa Samarasa. Wszystkie trzy historie płyną własnym rytmem i jak nietrudno się domyślić, w pewnym momencie zaczynają się łączyć tworząc przejmującą całość.

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Spinalongdze i nie miałam pojęcia, że takie miejsce w ogóle istniało, dlatego fragmenty dotyczące wysypy, a w szczególności zapiski z dziennika Thimosa zrobiły na mnie największe wrażenie. Obejrzałam też polecane w książce filmy i tym bardziej podziwiam pisarkę, że podeszła do tematu w ten, a nie inny sposób, że potrafiła zmierzyć się z historią trędowatych bez epatowania ckliwością i litością. I choć część poświęcona Spinalondze zdaje się być najmocniejszym punktem fabuły, to jest dopiero jedną z historii opisanych w powieści. Kolejne zapiski, tym razem Talosa - dziwnego dziecka wychowywanego pod szczelnym kloszem, któremu w pewnym momencie zaczyna się mieszać rzeczywistość, wspomnienia i obrazy podsuwane przez dziecięcą wyobraźnię, są po ludzku smutne i niosą ze sobą trudną refleksję. Bo czy to nie jest tak, że chcąc chronić nasze dzieci za wszelką cenę, wyrządzamy im jeszcze większą krzywdę? Czy da się wybaczyć błędy wynikające z miłości? Na tym tle historia Mirka i Agi, która mu się wymknęła wypada najmniej spektakularnie. Co nie znaczy, że mniej boli. Bo czasem nawet szczęśliwa miłość nie przynosi ukojenia i nawet dobre chęci obu stron nie są w stanie tego zmienić.


Magda Knedler fantastycznie splata ze sobą losy bohaterów, przez cały czas trzyma w garści emocje czytelników i doskonale wie jak utrzymać niesłabnące zainteresowanie fabułą. Autorka podrzuca kolejne tropy i plącze losy bohaterów, ale przede wszystkich pisze o nich z czułością i zrozumieniem. Z rozmachem, ale też subtelnością opowiada o życiu na wyspie trędowatych. Nie przestaje mnie zadziwiać ile trzeba mieć w sobie empatii, żeby w ten sposób wczuć się w los drugiego człowieka. Jej najnowsze dzieło to napisana z ogromną wrażliwością i wyczuciem opowieść o samotności – tej wynikającej z okrutnych zrządzeń losu, oraz tej, na którą z rożnych powodów skazujemy się sami. „Szepty z wyspy samotności” to powieść z duszą, piękna na poziomie literackim i emocjonalnym. Pozbawiona taniego sentymentalizmu i romansowych bredni. Oczywiście wątek miłości cały czas rozgrywa się gdzieś w tle, bo przecież bohaterowie nie są pozbawieni uczuć, a miłość jest czymś co wpływa na ich życiowe wybory, ale na szczęście nie ma tu bzdurnych westchnień i słodkich wyznań. Jest za to sporo melancholii i zamyśleń nad ludzkim losem, fatum wiszącym nad głową i decyzjami, które podejmujemy, a które niosą ze sobą różne konsekwencje. Przewijający się w tle motyw mitów greckich, to prawdziwa perełka, szczególnie nowe spojrzenie na mit o Dedalu i Ikarze robi kolosalne wrażenie i długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

„Szepty z wyspy samotności” to literatura piękna pełną gębą. Poruszająca, skłaniająca do refleksji, zapadająca w pamięć. Na kartach powieści odnalazłam wszystkie uczucia, które wywołuje we mnie bliskość morza. Jak mgła idąca od wody, która osiada na dnie serca, porusza czułe strony, niesie ze sobą ulotne poczucie dotyku na skórze. Znasz to uczucie, kiedy patrząc na morze jesteś jednocześnie smutny i szczęśliwy? Kiedy czujesz smak soli na wargach, a rozwiane wiatrem włosy łaskoczą po nosie? I ten wewnętrzny spokój i poczucie, że tak właśnie musi być? Te same emocje towarzyszyły mi w trakcie lektury. Jest w tym coś z fatalizmu i pogodzenia z losem, trudny do wyjaśnienia smutek, ale też zachwyt nad życiem samym w sobie. Za wszystkie te uczucia, refleksje i wzruszenia serdecznie autorce dziękuję.


♥ ♥ ♥
Magdalena Knedler, Szepty z wyspy samotności, wyd. Mando, Kraków 2020.


Komentarze

„Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze”. - Andrzej Stasiuk-