Pierwsza myśl po przeczytaniu „Bodycount”? To jest tak głupie, że aż śmieszne. „Wojownicze Żółwie Ninja” to moje dzieciństwo, choć znam je tylko z serialu animowanego z lat 90. Co nie zmienia faktu, że rzecz pokochana w dzieciństwie jest święta. Simon Bisley i Kevin Eastman nieco zszargali moją świętość. Jednak zrobili to z takim urokiem, humorem i dystansem, że w trakcie lektury płakałam ze śmiechu.