Gdzie leży prawda? - „Mokradełko”, Katarzyna Surmiak-Domańska

Wśród wszystkich bestialstw do jakich zdolny jest człowiek, najgorsza jest dla mnie umiejętność krzywdzenia dzieci. A tym bardziej własnych dzieci. „Mokradełko” Katarzyny Surmiak-Domańskiej to próba zrozumienia tego, czego zrozumieć i  wybaczyć się nie da, a także konfrontacja prawdy z otaczającym światem.


Halszka Opfer była regularnie wykorzystywana przez ojca, o czym napisała w swojej autobiografii „Kato-tata”. Ale sama publikacja nie wystarczyła autorce. Kobieta zaczęła udzielać wywiadów, pokazywać się w telewizji i pozować na gwiazdę, która niewiele ma wspólnego z zaszczutą ofiarą, którą ludzie chcieliby w niej widzieć. Książka Halszki wywołała burzę wśród lokalnej społeczności i sprowadziła na nią potępienie mieszkańców Mokradełka. W odpowiedzi na całe to zamieszanie reporterka Katarzyna Surmiak-Domańska spotyka się z ludźmi z otoczenia Halszki. Rozmawia z mężem, teściową, sąsiadami, lekarką, jedyną przyjaciółką, bratową, dawnym kochankiem. Każdy z nich ma zupełnie różne zdanie na temat kobiety i jej działań, a każda kolejna wypowiedź coraz bardziej komplikuje jej wizerunek i łączy w jedno postać ofiary, skrzywdzonej kobiety, która nie może sobie poradzić z przeszłością, gwiazdy, sprawnej manipulatorki.

W całej tragicznej historii wykorzystanej dziewczynki najbardziej zadziwia postawa matki, która dawała mężowi ciche przyzwolenie na gwałcenie własnego dziecka. Kim może być ta kobieta? Jakim prawem ma pretensje do córki, która ujawniła największy rodzinny sekret? Dlaczego wypiera się, że o niczym nie wiedziała? Katarzyna Surmiak-Domańska jedzie z Halszką do rodzinnego domu, żeby znaleźć odpowiedzi i spojrzeć z boku na relację matki i córki.

Reportaż Katarzyny Surmiak-Domańskiej odsłania również zakłamanie ludzi i daje smutny obraz o nas samych. Bo kiedy nieszczęście dzieje się daleko bardzo łatwo jest współczuć ofiarom i wygłaszać sądy. Matka powinna zareagować na krzywdę i zabić tego gnoja, który gwałci dziecko. No może poszłaby do więzienia, ale przyjemniej w słusznej sprawie i nikt by jej za to nie potępił. Ale kiedy coś złego dzieje się prosto przed naszym nosem, a ofiara ma odwagę mówić o tym co ją spotkało, zaczynają się problemy i dyskusje na temat rozdrapywania ran oraz publicznego prania brudów. Nagle miejsce współczucia i pragnienia sprawiedliwości zajmuje pogarda i zgorszenie, bo kto to widział, żeby bezwstydnie opowiadać takie świństwa i pokazywać twarz w telewizji.

„Mokradełko” to także doskonały przykład na to jak powinien wyglądać reportaż najwyższej jakości. Autorka jest stale obecna w swoim tekście, ale nie szafuje wyrokami, nie sugeruje niczego, w prostych i oszczędnych słowach opisuje rzeczywistość. Całość jest tak skonstruowana, że każdy kolejny rozdział potęguje napięcie i poczucie niepokoju, a sprawy komplikują się coraz bardziej. Kiedy wydaje mi się, że już wiem jaka naprawdę jest Halszka i zaczynam mieć o niej jakieś zdanie, Katarzyna Surmiak-Domańska rzuca nowymi argumentami, dopuszcza do głosu kogoś całkowicie przychylnego lub niechętnego bohaterce, a ja znów czuję tę samą bezradność co na początku. A przecież tak delikatna sprawa aż prosi się o jednoznaczne rozgraniczenie dobra i zła, określenie kto jest winny całej tragedii. Ale reporterka niczego nie ułatwia i nie rozwiązuje dylematów czytelnika. Po lekturze przez kilka długich dni nie mogłam myśleć o niczym innym, roztrząsając po raz kolejny przeczytane słowa. I wiecie co? Nadal nie wiem gdzie leży prawda.

♥ ♥ ♥
Katarzyna Surmiak-Domańska, Mokradełko, wyd. Czarne, Wołowiec 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz