o jutro mnie nie pytaj… - „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”, Cezary Łazarewicz

Kilka lat temu, kiedy przeżywałam fascynację osobą ks. Jerzego Popiełuszki (wtedy jeszcze zwykłego obywatela Nieba, a nie błogosławionego) po raz pierwszy usłyszałam o Grzegorzu Przemyku i Barbarze Sadowskiej. Ich losy splecione z historią księdza zainteresowały mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać. Trafiłam na wiersze, później był reportaż Wojciecha Tochmana „Pierwsze czereśnie” z tomu „Schodów się nie pali”. Ale to wszystko, to były jedynie strzępki, niewielkie kawałeczki, które aż się prosiły, żeby powiedzieć na temat tragedii matki i syna coś więcej. Dopiero Cezary Łazarewicz miał odwagę opowiedzieć o zbrodni, która nie doczekała się sprawiedliwego wyroku. Ta historia czekała na Łazarewicza. A ja czekałam na tę książkę.


Grzegorz Przemyk był bez wątpienia chłopcem wyjątkowym. Dobrze zapowiadającym się poetą, młodym gniewnym, który wyraźnie odstawał od otoczenia. Wspominając go wszyscy używają ładnych przymiotników – utalentowany, niezwykły, dobry, sympatyczny, lubiany. Jego wiersze mówią same za siebie. Ale pomimo artystycznej aury, którą wokół siebie tworzył, Grześ był też zwykłym młodym człowiekiem, ze zwykłymi marzeniami. Chciał kochać, biegać na randki ze swoją dziewczyną, pić wino z kolegami, bawić się, iść na studia. Jak każdy kto z nadzieją i beztroską powoli wkracza w dorosłość. Życie stało przed nim otworem aż do feralnego dnia 12 maja 1983 r.

Pech? Przypadek? Zaplanowana akcja? Chcieli tylko pobić czy może zabić? Jak było naprawdę? Cezary Łazarewicz krok po kroku opisuje przebieg dwóch tragicznych dni od momentu kiedy Grzesiek wstał z łóżka, przez szczeniackie wygłupy z kolegami, pobicie na posterunku, pobyt w szpitalu, aż do śmierci. Podobno lekarz płakał podczas operacji, bo wnętrzności chłopca były tak zmasakrowane. Później jest płacz matki i pogrzeb, który zamienia się w wielką manifestację. Ale złożenie Grzesia do grobu nie jest końcem tej historii, ale początkiem walki o prawdę i sprawiedliwość. Walki bezsensownej i z góry skazanej na porażkę.

Informacje związane z brutalnym postępowaniem milicji i bezsensowną śmiercią Grzegorza Przemyka ukazują się w mediach na całym świecie. Polska prasa i telewizja milczą. Historia chłopca przekazywana jest jedynie pocztą pantoflową. Sprawa wydaje się prosta. Są świadkowie zdarzeń na Placu Zamkowym i komendzie milicji, są ekspertyzy lekarskie, zeznania sanitariuszy z karetki, opinie ekspertów. Jednak proces ciągnie się w nieskończoność, a w sprawę, tak pozornie błahą i nieistotną z perspektywy władz, zaczynają się wtrącać najważniejsi ludzie w państwie - Jaruzelski, Kiszczak, Urban. Kłamstwa związane ze śmiercią Grześka zaczynają żyć własnym życiem.

Bo „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” to przede wszystkim opowieść o kłamstwie (zgodnie ze stwierdzeniem Goebelsa: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”) i hipokryzji władz komunistycznych. O oszustwach, przemilczeniach, dezinformacji i manipulacjach. O przerażeniu i kozłach ofiarnych. O powolnym, ale konsekwentnym zabijaniu prawdy. O walce z garstką ludzi, którzy mieli odwagę stanąć po stronie prawdy i upominać się o sprawiedliwość. A co najsmutniejsze o wielkiej klęsce tych ostatnich i wielkiej klęsce prawdy, bo komunistyczne kłamstwa przetrwały i nawet w wolnej Polsce winni nie zostali ukarani.

Cezary Łazarewicz snuje swoją opowieść w sposób wyważony i spokojny. Bez niepotrzebnych sugestii i zbyt wielu słów. Nie ocenia, nie oskarża, nie rozdziera szat na piersi. Kontroluje własne emocje, zachowuje dla siebie przemyślenia. Jest tylko konkret i fakty, które udało mu się uporządkować. A jednak trudno mówić, pisać, a nawet myśleć o historii Grzesia Przemyka bez emocji. Już pierwsze strony reportażu wystawiają nerwy czytelnika na poważną próbę. Kotłujące się emocje sięgają zenitu, a wszystkie buzujące w odbiorcy uczucia nie wyciszają się ani na moment. Dlatego lektura „Żeby nie było śladów” może być wyczerpującym doświadczeniem. Mnie ten reportaż zmiażdżył emocjonalnie. Straszne to wszystko o czym pisze autor. Przerażające i niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, nie tylko fanów gatunku.

♥ ♥ ♥
Cezary Łazarewicz, Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka, wyd. Czarne, Wołowiec 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz